Morro de Arica czyli (nie) zwykłe wzgórze

To chyba najbardziej fascynująca atrakcja - rzucające się w oczy wzgórze Morro de Arica, które widać już z portu. Mierzy 139 metrów n.p.m. i jest narodowym zabytkiem, ikoną miasta. Miejsce, w którym dokonano niesamowitego odkrycia archeologicznego. 
Caroline Flower
U stóp Morro de Arica
Na początek wspomnę, że aby mieć w miarę pełny obraz miasta, którego ikoną jest to wzgórze, warto przeczytać poprzedni artykuł: Arica - miasto wiecznej wiosny, będący wprowadzeniem do tej magicznej podróży. Ale jeśli interesuje Was wyłącznie Morro de Arica, to nie ma sprawy, bierzcie coś ciepłego do picia, kocyk i zapraszam do lektury.

RZUT OKIEM NA MIASTO!
Wzgórze to jest charakterystyczne ze względu na swój kształt, położenie i historię. To wielki klif w centrum miasta, prowadzący wprost do oceanu. Coś pięknego. I nie da się nie zwrócić na niego uwagi. Co więcej - nie da się nie chcieć na niego wdrapać!
Spacer na szczyt nie jest długi i ciężki, ale do wygodnych raczej nie należy. I zapewniam, że przy upale 40 stopni C może być swego rodzaju męką.
Pierwsza część szlaku to schody, które kończą się na tarasie widokowym, na niskim poziomie, ale bardzo satysfakcjonującym dla osób, które nie chcą iść dalej lub nie mają siły i potrzebują dłuższej przerwy.

Caroline Flower

Caroline Flower

Dalsza część wspinaczki, to w zasadzie czołganie się po stromym chodniku. Inaczej tego nazwać nie mogę, spójrzcie tylko:

Caroline Flower

Philippe uznał, że nie będzie człapał bo się wykończy. Postanowił więc trochę pobiec pod górę aby mniej się zmęczyć i skrócić czas katorgi. A że ja z kolei aprobuję wolne zwiedzanie, to zostałam w tyle i pogodziłam się z myślą, że na szczycie najpewniej stracę przytomność i nie zdążę nacieszyć się pięknym widokiem, więc cieszyłam się nim już w drodze.
Ze szczytu wzgórza widoki są oszałamiające. Widać dokładnie jak miasto wtopione jest w pustynny krajobraz. Co tu więcej pisać, no cudo po prostu.

Caroline Flower

Na samym szczycie oprócz pięknego widoku i ławek coby móc paść legalnie ze zmęczenia, jest jeszcze gigantyczna flaga Chile, statua Jezusa, muzeum i toalety. Poza tym, jest raczej pusto.





Jednak jakie by to pustkowie nie było, nie można absolutnie przejść obojętnie obok oszałamiającego widoku na całe miasto, ocean i pustynię.





Gdy miasto zniknęło, wzgórze wciąż stało...
Podróżując po Ameryce Południowej zawsze biorę pod uwagę to, że są to tereny bardzo narażone na wszelkie kataklizmy ze strony Matki Natury. Bardzo szczegółowo pisałam na ten temat opisując Castro - kolorowe miasto z niekolorową historią. Dopiero znając historię danego miejsca, dostrzega się jego piękno i interpretuje jego ewentualne ubóstwo przez pryzmat nieszczęść, które go spotkały. Zawsze to podkreślam i przypominam o tym ponownie tutaj, gdyż Arica również jest na liście miejsc w Chile, które zostały w zasadzie doszczętnie zniszczone. Arica na chwilę nie istniała...
Spowodowało to słynne trzęsienie ziemi z 1868 roku, które było odczuwalne na szerokim obszarze - 1400 km i w wielu miejscach dokonało zniszczeń. Lecz Arica pozostała bez szans, ponieważ tsunami, które utworzyło się w efekcie subdukcji płyty Nazca na Pacyfiku, nadeszło do wybrzeża i zalało miasto doszczętnie. Należy dodać, że Arica to miasto portowe i najbardziej wysunięte na północ, więc było narażone na pierwszy i najsilniejszy atak. Seria fal ze strony oceanu była bezwzględna i bardzo szybka. Pierwsza fala zawitała niecałą godzinę po tym jak zaczęło się trzęsienie i miała 12 m, a druga dołożyła się po kolejnej godzinie i miała już 16 m. Nie dały miastu wielkich szans. U stóp Morro de Arica działo się piekło, którego nikt się nie spodziewał. Ten dzień został upamiętniony przez ludzi w różnych formach...
Dzień minął zwykle, podobny do wielu. Codzienne zadania mieszkańców zaczynały już tracić poranną prędkość, a wieczorem, gdy wiatr pokrywał miasto szarą patyną piasku, wielu powróciło do domowej, codziennej reszty. Wiele firm już się zamknęło, niektórzy rybacy przygotowali swoje łodzie na następny dzień (...).
Kiedy miejski ton życia już zmierzał ku wieczornej ciszy, zaczęło się transcendentalne zerwanie (...). Była godzina piąta, 17:07, a może 17:15. Nikt nie mierzy czasu, dopóki może kosztować życia. Nagle, w ciągu siedmiu minut, wszechświat ewoluował do biblijnego chaosu. Siedem minut w trakcie których wszystko się zmieniło (...). Podziemny łomot wyprzedził miękkie fale sejsmiczne pochodzące z oceanu i przeszedł przez ziemię niczym dywan trzęsień. Był to czas ucieczki (...) czas, by uratować rodziców, dzieci, dziadków, braci,wszystkich krewnych (...). Trzęsienie ziemi pokruszyło swoją siłą garnki, stoły, wszystkie elementy codziennego życia, które nie miały już znaczenia, ale także zmiażdżyło istoty ludzkie, które nie mogły uciec (...). To było popołudnie pełne krzyków i hałasu. Przeraźliwych jęków żyjących w zgodzie z ludźmi łagodnych osłów, koni i mułów, które podczas katastrofy chowały się i traciły łagodność (...).
Z każdym nowym drganiem ziemia otwierała się i wydzielał obrzydliwy pył (...). Ci, którym udało się uratować przed pierwszym atakiem, zebrali się w grupy i poszukiwali rannych, a wielu z nich z desperacją wróciło do ruin domów, aby uratować nieobecnych, (...) gdy w pół godziny po wielkim trzęsieniu ziemi odezwał się odległy łoskot, a kiedy dotarł do ziemi - pękła z furią. To było tsunami. Zrozpaczeni mieszkańcy zostali pochłonięci przez wodny mur, który na nich spadł (...). Pierwsza wielka fala złamała nadzieje na uratowanie rannych, którzy zostali uwięzieni w ruinach i wyznaczyła apokaliptyczną granicę między ocalonymi a skazanymi (...).
Druga fala, szósta piętnaście po południu, z większą siłą i wysokością niż poprzednia, zakończyła żywot statków, samochodów i lokomotyw kolejowych; bastion, którym był nowy budynek celny, rozbił się na tysiąc fragmentów, a nawet solidne metalowe kolumny zmieszały się z pianą i skakały jak pióra. Wszystko szło na dno morza lub było rozproszone na granicy równoległej do portu (...). Arica została zatomizowana i połknięta przez morze, aby wiecznie leżeć na jej dnie lub podróżować prądami w kierunku odległych wód (...). Arica już nie istniała.
Myślę, że te zapiski doskonale obrazują potęgę zniszczenia. Ciekawostką, która uratowała wielu mieszkańców przed śmiercią jest to, że posiadając wcześniejsze doświadczenia w związku tsunami, wiedzieli, że wycofanie się wody do oceanu po pierwszej fali to nie koniec niebezpieczeństwa, lecz wzbieranie się żywiołu aby uderzyć ze zwiększoną siłą. Wiedzieli, że to nie czas na odetchnięcie z ulgą, lecz na ucieczkę, szybką i desperacką. Nie potrafię sobie wyobrazić jaki strach był w ich sercach. Ocean jednak nie dał mi wiele czasu.
Zniszczenia miasta oszacowano na 85%. Można więc uznać, że niewiele zostało. 
Pomoc do ocalałych mieszkańców na wzgórzu - nocujących pod gołym niebem bez jedzenia -  przybyła po 3 tygodniach. Dlaczego? Ponieważ ich służby ratunkowe zginęły, a zanim nadeszło tsunami, urzędnicy nie zdążyli nadać do sąsiadów wiadomości z ostrzeżeniem o zagrożeniu. Tsunami zaatakowało również większość miast w kraju i poza nim, takie jak Iquique czy Pisco, które również zostały zrównane z ziemią (i które udało mi się odwiedzić), a trzęsienie przemierzyło kontynent (i nie tylko, ponieważ dotknięte zostały również Hawaje, Nowa Zelandia, Australia i Japonia).... Każdy więc miał swoje ofiary. Nikt nie wiedział o tym, że w Arice zatrzymało się życie, a ocalali walczą o przetrwanie gdzieś na wzgórzu, wystraszeni, bez jedzenia i perspektyw na przyszłość... 
Nie oszukujmy się, w XIX wieku komunikacja była utrudniona. Nie było internetów. 

Trzęsienie ziemi, którego skutkiem było to straszliwe tsunami, miało magnitudę 8,8 w skali Richtera. To jest prawie maksymalny poziom intensywności (max to 9), doprowadzający do zrównania miasta z ziemią. Z kolei w 12-stopniowej skali Mercallego, trzęsienie kwalifikuje się na 11/12 stopni - opinie są różne, w każdym razie tak, czy siak oznacza to zmiany w strukturze lądu i doszczętne zniszczenia.
To tsunami znalazło się również na liście "Historycznych Tsunami".
Miasto u podnóża Morro de Arica po trzęsieniu i tsunami.

Miasto 12 lat po trzęsieniu ziemi i tsunami - 1880 rok.
NAJSTARSZE MUMIE NA ŚWIECIE
Do niedawna trwaliśmy w przekonaniu, że najstarsze mumie to mumie egipskie. Jednak w kwietniu 2014 roku w wyniku sporego trzęsienia ziemi, które nawiedziło Aricę, osunęły się niewielkie fragmenty ziemi. W miesiąc później, grupa archeologów znalazła u podnóża Morro de Arica zmumifikowane szczątki, które liczą 7 000 lat i należą do starożytnej kultury Pacyfiku nazywanej Chinchorro, której inne mumie oczywiście odkryto już wcześniej, ale nie tak stare. Jak dowiodła nauka, mieszkańcy Ameryki Południowej mumifikowali swoich przodków na 2 tysiące lat przed Egiptem. To wstrząsające odkrycie. Również sposób mumifikowania jest niezwykle interesujący, ale to chyba temat na inny artykuł. W każdym razie, mumia odkopana u podnóża wzgórza Morro de Arica to najstarsza mumia na świecie. 
Magicznym uczuciem jest stać w miejscu, w którym chowano ludzi 7 tysięcy lat temu. Zapewniam Was, że Arica to miejsce szczególne i naprawdę da się to odczuć. 

Źródła:
- Manuel Fernandez-Canque "Arica 1868 un tsunami y un terremoto" (Wspaniała książka w języku hiszpańskim. Wybrane i przetłumaczone przeze mnie fragmenty mogą się różnić w zależności od interpretacji tłumaczenia. Egzemplarz z Biblioteki Narodowej został zeskanowany i wrzucony w wersji PDF do archiwum muzeum Chile i jest dostępny za darmo: TUTAJ)


Share on Google Plus

About Caroline Flower

O samej sobie w słowach kilku? Proszę: Muzyk, dziennikarka, podróżniczka i blogerka. Z zawodu marketingowiec. Niedoszły terapeuta. Kocham czytać treści nieprzecietne, uwielbiam czarny humor i gotowanie. Nagrywam płytę, piszę książkę i wiersze. Maluję, rysuję, kolekcjonuję znaczki, pieniądze i korki od wina. Wartość i radość odnajduję w rzeczach prostych. Lubię historie ludzi i miejsc. Wierzę w duszę i jej zjawiskowość. Mam bzika na punkcie mopsów. Chcesz wiedzieć więcej? Zakładka O MNIE.

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Post, który podbił serca moich czytelników! Przeczytaj:

O psie, który utknął na granicy

Mówi się, że nie tylko właściciel wybiera psa, ale także pies wybiera właściciela. Nie wiem jak było w naszym wypadku, ale z pewnością wied...