Jestem zaFIGowana

Ostatnio dostałam obsesji na punkcie fig, które rosną na drzewie w moim ogrodzie. Uznałam, że takiego daru natury nie można pozostawić robalom i trzeba się poczęstować. Za darmo, do syta, ile fig wlezie! Ze sztuką wytwarzania jesiennych przetworów kategorii różnorakich jestem zaznajomiona i z niebywałą wprawą zakręcam jednym ruchem słoiki tak, że niejeden mężczyzna ma później problem, lecz ze świeżymi figami nie miałam do czynienia w kuchni nigdy. Suszone owszem - nie za często, bo nie przepadam. Ale świeże... Teraz wiem, że to niebo, a ziemia. 
Drzewo figowe, świeże figi, przetwory
Moje pierwsze zbiory. Wrzesień.
Dlaczego figi są takie drogie w Polsce?
Jakby oczywiste jest, że importowane owoce i warzywa, które naturalnie nie rosną w naszym kraju, są drogie. Tego nie trzeba wyjaśniać. Ale spotkałam się z takimi cenami fig, zwłaszcza w marketach BIO, że mój portfel wrócił do torebki a ja do domu. Cena waha się od 1 zł do 7 zł za SZTUKĘ. A figa swoim rozmiarem ledwo kiwi dościga. Szaleństwo! Ubawiłam się po pachy czytając w internecie komentarze ludzi na ten temat*:

➡ "Nie są za drogie tylko za małe w stosunku do ceny."
➡ "Za taką małą gunwośliwkę 2zł?"
➡ "Idź do pracy to se kupisz."
➡ "W takim razie jedz jabłka jak figi za drogie."
➡ "Za zdrowie trzeba płacić."

Domyślam się, że import jest na tyle wymagający, a owoc delikatny, że kosztuje to tyle zachodu, iż musi się jakoś zrekompensować. Staram się w to wierzyć, choć wiem też, że równie dobrze import może być na odwal, a cena z kosmosu. Może też być i trzecia wersja: figi zrywane są jako niedojrzałe pędzone chemicznie aby dojrzeć podczas transportu, a cena jest adekwatna do ich pięknego aczkolwiek zupełnie nienaturalnego wyglądu. Sama nie wiem. Pewne jest jednak, że każdy importowany owoc i warzywo ma niewiele wspólnego z jego prawdziwą wersją, która sobie rośnie w naturalnych warunkach. Już wielokrotnie się o tym przekonałam. Poza tym każdy, kto uprawia swoje warzywa w ogródku, czy ma drzewka owocowe powie to samo. Więc czego wymagać od takich fig, które płyną do nas przez morze.... Szałowa jest w tym wypadku cena, a nie jakość.

Wzięłam figi w obroty!
Mam to szczęście, że mogę zrywać figi przez okno w łazience. W zasadzie spod prysznica (tak, mam okno pod prysznicem, to bardzo zabawne). I dopiero tutaj, na Prowansji, poznałam prawdziwy smak tego owocu. Naturalny, słodki, głęboki i wyraźny. Prosto z drzewa. Magia. Uznałam, że w takim razie założę fartuch, przygotuję słoiki, przypomnę sobie rady babci Zosi i zdobędę przepis na dżem figowy od kogoś kto ma z tymi owocami doświadczenie. Poszło gładko. Mama Phillipe'a ma wielu wyśmienicie gotujących ludzi wśród swoich znajomych, tak więc przepis udało mi się zdobyć za jedną rozmową telefoniczną. 
Figi prosto z drzewa. Francja.
Mniam!
Francuzi mają wiele sposobów na tego typu przetwory. Zarówno te proste i klasyczne, jak i bardziej wykwintne, z dodatkami anyżu, czy cynamonu, alkoholu, różnych innych owoców np. żurawiny, śliwki... Naprawdę można siedzieć i zakręcać słoiki aż do Nowego Roku. 
Ja wybrałam klasyczny przepis, ponieważ nie jestem fanką przepychu i udziwniania. Skupiłam się na wydobyciu smaku figi z figi i podkreśleniu go, a nie na wzbogacaniu o smaki inne, niż figowe Facebook Emoticons

I tak oto, ze względu na wyjątkową słodkość moich fig, użyłam:
(na 1kg owoców)
- szklankę brązowego cukru,
- sok z jednej limonki, 
- 50ml rumu.

Tyle w temacie. Figi myjemy, kroimy na połówki lub ćwiartki, odcinamy jedynie mało atrakcyjne końcówki. Nie obieramy ze skórki! Następnie hop do gara i na niewielkiej ilości wody dusimy z cukrem i sokiem z limonki. I tak sobie gotujemy, mieszamy, mieszamy... Dużo mieszamy. Jak już wszystkie owoce się rozgotują i będzie dżemowa konsystencja, odstawiamy do ostygnięcia. Na kilka godzin albo nawet na całą noc (wstawiając w tym wypadku garnek do lodówki po ostygnięciu). Ja zostawiłam na całą noc. Następnego dnia tudzież po kilku godzinach, podgrzewamy cały figowy galimatias, dodajemy rum i na małym ogniu doprowadzamy do wrzenia, po czym aplikujemy zręcznie do słoików - wcześniej przygotowanych według przepisów Kodeksu Kuchennego Babci i Dziadka. Słoiki zakręcamy i bum do gara - większego tym razem i z wrzątkiem - gotujemy. Czyli pasteryzujemy. W zależności od rozmiaru słoika - małe 10 minut, duże 20 minut. Niektórzy pasteryzują w piekarniku, ja z kolei lubię tradycyjny sposób, który wyniosłam z domu i ciężko mi się przestawić, mimo że być może wygodniej.
Po pasteryzacji cyk do góry dnem. Potem sprawdzamy, czy dekielki się "wciągnęły". Jeśli tak, oznacza to, że mam siłę, wiedzę i umiejętności, z których możemy być dumni. Dodatkowo mamy też dżem, który możemy jeść od razu po ostygnięciu. 

Co do rumu mam uwagę: jest on po to, aby podkreślić smak fig. Ale nie jest składnikiem koniecznym. Jeśli nie ma się rumu, to nie trzeba go dodawać i najlepiej też nie zamieniać go na wódkę czy spirytus - nie, nie. To nie te klimaty, to nie ciasto. Nie cyrkujmy. Lepiej sobie darować.

Konfitura ze świeżych fig
Zawsze mam dżemy w słoikach o różnych rozmiarach. W zależności od potrzeb. Na dwa śniadania idealnie nadaje się mały słoiczek, a np. do ciasta - większy. Żeby się nie marnowało! Bo żal takich pyszności.
Tak na oko, na jeden mały słoiczek 150ml, wchodzi około 10 fig. Chcąc zrobić niewielkie przetwory figowe w Polsce, łatwo przekalkulować sobie wydatek. Jeden mały słoiczek to koszt od 10zł do 70zł. Absurdalna cena. A gdzie tu na przykład choćby 10 słoiczków! Dlatego dopiero we Francji udało mi się zaszaleć z tymi owocami.

***

Wiem, że to w sumie konfitura, a nie dżem. Ale ja naprawdę nie przywiązuję do tego wagi. W moim domu od dziecka były naturalne przetwory. I czy ktoś nazwał je konfiturą, czy dżemem, czy jeszcze inaczej, nie miało to znaczenia. Takich produktów nie kupowałam w sklepie. Szłam po nie do spiżarni ;)

_____________
Źródła:
* Cytaty z forum - link
Share on Google Plus

About Caroline Flower

O samej sobie w słowach kilku? Proszę: Muzyk, dziennikarka, podróżniczka i blogerka. Z zawodu marketingowiec. Niedoszły terapeuta. Kocham czytać treści nieprzecietne, uwielbiam czarny humor i gotowanie. Nagrywam płytę, piszę książkę i wiersze. Maluję, rysuję, kolekcjonuję znaczki, pieniądze i korki od wina. Wartość i radość odnajduję w rzeczach prostych. Lubię historie ludzi i miejsc. Wierzę w duszę i jej zjawiskowość. Mam bzika na punkcie mopsów. Chcesz wiedzieć więcej? Zakładka O MNIE.

10 komentarze :

  1. Oj figi też mnie zauroczyły w Chorwacji. Mogłem jeść kilogramami prosto z drzewa. W sumie trochę niedoceniany owoc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedoceniony w Polsce. Ale to chyba wynika z tego, że nie jest powszechnie dostępny i dość drogi. Nie da się ukryć, że kulinarne szaleństwa figowe w Polsce do tanich rozrywek nie należą :)

      Usuń
  2. Osobiście nie przepadam za figami. Ale moja mama je wprost uwielbia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham dżemory figowe i koktajl figowy także, to same pyszności ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koktajl figowy? O, to nowość dla mnie, bo dopiero odkrywam potencjał kulinarny fig :)

      Usuń
  4. A ja ciągle nie jestem przekonana do fig. Ostatnio jadłam u koleżanki figową tartę z kozim serem i to mi całkiem smakowało, ale żeby lecieć do sklepu i je kupować, to tak nie do końca :) Wolę jabłka z drzewa z dziadkowego ogrodu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Figa to specyficzny owoc i albo się lubi albo nie. Nie należy do takich, które można sobie zjeść ot tak, bo akurat są. Ja osobiście lubię świeże. Suszone z kolei mnie odpychają. A o tartach i innych eksperymentach, to się nie wypowiem, bo nigdy nie próbowałam. Raczkuję w tym temacie :)

      Usuń
  5. Figi, figi uwielbiam! Mieszkałam kiedyś w Grecji i mogłam jeść je codziennie, zrywając z drzew w sadzie obok albo przy drodze. Uwielbiam świeże i suszone, kocham dżem figowy. Figi rządzą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, to wspaniałe uczucie - tak sobie po prostu zerwać z drzewa. Tęsknię za dzieciństwem na wsi, kiedy zamiast na targ szło się po prostu do swojego ogrodu :)

      Usuń
  6. Figi lubię jeść jak są świeże, a jak suszone to w niewielkich ilościach z jogurtem :) Za dżemem figiowym nie przepadam :(

    OdpowiedzUsuń

Post, który podbił serca moich czytelników! Przeczytaj:

O psie, który utknął na granicy

Mówi się, że nie tylko właściciel wybiera psa, ale także pies wybiera właściciela. Nie wiem jak było w naszym wypadku, ale z pewnością wied...