Niezwykłości Antarktydy, czyli magia lodowego kontynentu

Dzisiaj zacznę cytatem. Bo taki klimat do tego wpisu pasuje. Mickiewicz pisał:
"Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Co to będzie? Co to będzie?"
Gdyby tak jeszcze dodać zimno wszędzie, byłby to idealny wstęp do historii o człowieku, który przemierza bezkres Antarktydy. Przypomniał mi się ten cytat podczas nocy na Oceanie Atlantyckim, kiedy byłam dzień przed postawieniem swojego buta po raz pierwszy w życiu  na najbardziej niezwykłym - dla mnie wręcz magicznym - kontynencie. 


 NAJZIMNIEJSZE MIEJSCE NA ZIEMI
Wiem, że być może bardziej znana jest wszystkim Arktyka, choćby z filmów, tak więc na przykład na Grenlandii - wyspie, na której jest cywilizacja, żyją ludzie i kochane przez wszystkich niedźwiedzie polarne; najsurowsze zimy to od -10°C do -30°C. Rosjanie mogliby więc śmiało kupować tam działki. W innych rejonach Arktyki - na archipelagu wysp - bywa gorzej, ponieważ zimą temperatura sięga czasem nawet -70°C. 
Szok, prawda?
Pomyślcie więc, że -30°C, a raczej nawet -35°C, to całkiem normalna temperatura na Antarktydzie w okresie...letnim! Z kolei zimą nie moglibyśmy tam oddychać, ponieważ -90°C , jak powiadają naukowcy, spowodowałoby zamarzanie w tchawicy wydychanej przez nas pary... Mówiąc wprost: nasz układ oddechowy pokryłby się kryształkami lodu. Wnioski nasuwają się same: odwiedzanie Antarktydy jest możliwe wyłącznie latem, które jest tam w okresie od listopada do marca.
Atrakcji wodnych nie  brakuje :)
I choć nie należę do zimnolubnych, a już na pewno nie do morsów pluskających się w przeręblach, to musiałam podjąć wyzwanie i zrzucić ciuchy na Antarktydzie. Chciałam sprawdzić, jak długo jestem w stanie wytrzymać. Było to może jakieś 15 minut. Bez tragedii, ale nie oszukujmy się - gdyby nie piękne słońce i adrenalina, to skakałabym z zimna a nie z radości. 
Gumowych trzewików nie zebułam. Ani czapki. Babcia mówiła, że jak w nogi ciepło i głowa okryta, to się nie przeziębi człowiek. I że nerki zakrywać jeszcze. To też zakryłam, koszulkiemPod. No i proszę - hulanki przy -40°C i nawet kataru nie miałam. Rady Babci Zosi na wagę złota!



Ktoś mnie ostatnio zapytał: "wychodziłaś tyle razy bez kurtki i niczego sobie nie odmroziłaś?". Po pierwsze, nigdy nie wychodziłam bez kurtki na długie wyprawy, co jedynie na zewnętrzny deck statku, na najwyżej 15 minut i była to raczej norma wśród wszystkich. Po drugie, nigdy nie pozwoliliby mi nawet opuścić statku bez odpowiedniego ubioru. 
Mimo niskiej temperatury, to nie jest tak, że od razu zamarzamy. Ma się uczucie bardzo wielkiego zimna i nie można przestać dygotać. To oczywiście reakcja obronna organizmu i już w kilkanaście sekund obniżamy temperaturę swojego ciała, wchodząc w stadium wychłodzenia. Na zamarznięcie potrzeba jednak troszkę więcej czasu, niż 15 minut. Lecz niekoniecznie tak niskiej temperatury. Bezdomni bowiem zamarzają przy kilku stopniach na minusie.
Zapewne jakieś -30°C, hohoho!
A słońce, słoneczko też oszustem jest wstrętnym! Niby Antarktyda, ale nie wolno dać się zmylić, ponieważ wbrew naszym podejrzeniom, można dostać poparzenia skóry. Tak więc kremy z silnym filtrem należy od razu na pultyny wklepywać, najlepiej takie SPF 40 - 50 coby dmuchać na zimne. Już mieliśmy na pokładzie takich, co to w słoneczny dzień rozochoceni spacerowali po zewnętrznym pokładzie a w nocy lament i wycie do księżyca, że twarz za milion dolarów spalona.
Okulary przeciwsłoneczne również wskazane bardzo, bo można oszaleć od tej bieli. Albo nawet dostać ślepoty śnieżnej. Takiej na zawsze nawet. Really! To nie dżołk. To by była pamiątka z Antarktydy - ślepota. Ja do dziś mam lekkie zamroczenia i "komary" na oczach. Strasznie mnie to denerwuje, że tak mi pływają cienie jakieś w oku. Okuliści twierdzą, że mi minie. Tylko, że dużo czasu trzeba. Taki suwenir proszę państwa.

CISZA ABSOLUTNA
Cisza na tym kontynencie jest czymś, czego w żadnym innym miejscu nie można sobie wyobrazić. Mieszkając w miastach czy nawet wsiach, nie znamy tak naprawdę ciszy. Zawsze towarzyszy nam jakiś odgłos. Jeśli nie city, czy human, to chociażby nature. Myślałam, że znam ciszę. Nagrywając w studiu wokal, jestem zawsze w kompletnie wygłuszonym pomieszczeniu, więc wiem jak to jest kiedy naprawdę nie słyszy się nic. Jest jednak ogromna różnica pomiędzy ciszą w sztucznie wytłumionym pomieszczeniu, a naturalną ciszą otwartej przestrzeni. Ta druga po prostu przeraża. Widzi się piękny świat, który nie ma żadnego dźwięku. Sporadycznie odgłos pękającego w słońcu lodu, wiatru, lawiny, szumu wody. Poza tym nothing kurde more. Są miejsca tak opustoszałe, że nie ma tam nawet zwierząt. Przysłowiowa mucha koło ucha też nie zabrzęczy.
Neko Harbor, Antarctica
Wielokrotnie dzwoniło mi w uszach i kilka razy miałam uczucie niepokoju. Nie wiem dlaczego, ponieważ niczego się nie bałam. Po prostu srogość miejsca, którego człowiek nie może opanować, wzbudziła we mnie wielki respekt. Czułam tę siłę. Siłę miliardów ton lodu...

Co jest bardzo ciekawe, w wyniku bardzo niskiej temperatury każdy wydawany dźwięk jest słyszalny bardzo wyraźnie nawet z dużej odległości. Warunkiem jest oczywiście bezwietrzny dzień. Wielokrotnie słyszałam rozmowy kolegów, którzy byli daleko za mną, a wydawało mi się, że mam ich bardzo blisko. Nie rozumiałam jednak co mówią. Mimo wszystko niesamowite zjawisko. Jakby się nagle miało wytężony słuch. 

DZIEŃ POLARNY
W okresie od grudnia do czerwca na biegunie południowym panuje dzień polarny. W zależności od rejonu, trwa nawet 6 miesięcy. Niejednokrotnie podczas wyprawy przekroczyliśmy granicę koła podbiegunowego, znajdując się tym samym po prostu na biegunie południowym. Miałam więc niesamowitą okazję doświadczyć dnia polarnego w tym diabelsko odludnym miejscu.


Nie ma nocy. Aj tell ju.
Albo trwa tyle, co mrugnięcie powieką, bo nie zauważyłam aby była.
Nie ma też ciągłego słońca, bo ofkors nie na tym to polega, żeby wisiało 6 miesięcy na niebie jak bombka na christmasowym badylu. Noc wygląda raczej jak ciągły zmierzch, szarość, a potem zwyczajnie przychodzi brzask. Słońce po prostu nie zachodzi do końca, tylko czatuje gdzieś tam za horyzontem, żeby o świcie wyjść.
Człowiek wtedy zdaje sobie sprawę, że widzi zapierający dech w piersi dowód na ruch obiegowy planety. Oszałamiające! Można zgubić rachubę czasu, naprawdę. Nie mogłam się przyzwyczaić, że na zegarku 23:00 a na zewnątrz taka sytuacja:


Najdziwniej jednak było w noc sylwestrową, która była jedyną w moim życiu nie nocą, lecz zmierzchem sylwestrowym. Człowiek spija szampana i już mu szumi w głowie. Równie ukołysani bąbelkami koledzy mówią, że za 30 minut nowy rok, a za oknem widno. Sala cała oszklona, w środku słychać jazz, a z zewnątrz wciąż uderza słońce. Przecież powinna być noc czarna jak smoła.
Nasze położenie w "noc" sylwestrową. 40 minut przed północą.
A to widoki z mostku na zatokę, 40 minut przed północą :)
Muszę jednak przyznać, że sylwester w dzień polarny na Antarktydzie to chyba jeszcze bardziej idealna atmosfera. Dzięki widokom i śnieżnym górom, spokojnej zatoce i wspaniałej pogodzie - był to najbardziej magiczny Nowy Rok w moim życiu. Taki o zachodzie słońca. Coś, czego nigdy nie zapomnę. Może też dlatego, że nie pracowałam w sylwestra (w końcu!). I nie dość, że mogłam świętować jak gość, to jeszcze w miejscu i okolicznościach jak z bajki.
Pierwszy raz w życiu robiłam o północy zdjęcia bez flesza!
A to ta piękna góra, która na selfie jest za mną.
Ta jedna noc zrekompensowała mi wszystkie poprzednie lata, kiedy to zawsze pracowałam śpiewając.

NAJSUCHSZE MIEJSCE NA ZIEMI
To że najzimniejsze, to już wiemy, ale że najsuchsze? Śnieg niekoniecznie musi świadczyć o wilgoci. Tak naprawdę to wielka pustynia, a silne suche wiatry utrudniają skondensowanie wody w chmurach. W pewnych miejscach Antarktydy ani deszcz ani śnieg nie padał od...2 milionów lat! A tam gdzie spadł, to tyle co kot napłakał. Więc śnieg na Antarktydzie nie ulega wymianie tak szybko jakby mogłoby nam się wydawać. Ma miliony lat.
Czy mogę zatem powiedzieć, że chodziłam po zabytkowym śniegu?

A wszystko to sprawia, że są to wręcz idealne warunki do mumifikacji. Bakterie gnilne, a więc i zjawisko gnicia tutaj nie istnieją. Żadne organizmy nie umierają tutaj w wyniku procesów fizjologicznych. Zwierzęta nie ulegają rozkładowi lecz w wyniku działania wiatrów, suszy i niskiej temperatury, szybko zamarzają i dochodzi do mumifikacji naturalnej inaczej zwanej strupieszeniem. Ciało zwierząt może leżeć dwieście lat i wyglądać jak sprzed tygodnia czy miesiąca. Narządy wewnętrzne nie gniją, lecz wysuszają się i kruszeją. Skóra czasami zachowuje się w tak dobrym stanie, że widać np. blizny, ślady walki. No i zęby - wyglądają zazwyczaj, jakby były nienaruszone. 
Zmumifikowane szczątki
Można więc śmiało powiedzieć, że pojęcie śmierci i starości jest tutaj trochę inne. Tylko aby nigdy się nie zestarzeć...trzeba już właściwie nie żyć. Paradoks taki...
Share on Google Plus

About Caroline Flower

O samej sobie w słowach kilku? Proszę: Muzyk, dziennikarka, podróżniczka i blogerka. Z zawodu marketingowiec. Niedoszły terapeuta. Kocham czytać treści nieprzecietne, uwielbiam czarny humor i gotowanie. Nagrywam płytę, piszę książkę i wiersze. Maluję, rysuję, kolekcjonuję znaczki, pieniądze i korki od wina. Wartość i radość odnajduję w rzeczach prostych. Lubię historie ludzi i miejsc. Wierzę w duszę i jej zjawiskowość. Mam bzika na punkcie mopsów. Chcesz wiedzieć więcej? Zakładka O MNIE.

12 komentarze :

  1. Tak bardzo bym chciała coś takiego przezyć! Taki wieczor sylwestrowy w dzien polarny! Jakie to wspaniałe to wszystko co opisujesz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cóż, taki sylwester już pewnie się w moim życiu nie powtórzy, bo podróż zbyt skomplikowana aby ją powtarzać, ale myślę, że w innych miejscach na świecie, można przeżyć coś równie niesamowitego :)

      Usuń
  2. Magiczne miejsce! Magiczny opis! Przeczytałam jednym tchem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, jakie to niesprawiedliwe, że ja piszę czasem dwa dni a Wy czytacie JEDNYM TCHEM :) Ale to w sumie dobry znak! Dziękuję!

      Usuń
  3. Przepiękne widoki, zazdroszczę ogromu wrażeń zapamiętanych po takich podróżach. Cudownie się czytało Twój wpis :)
    U nas na razie zdecydowanie bliższe miejsca, ale myślę, że też warte obejrzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy miejsc nie dzielę na lepsze lub gorsze ze względu na dystans. Czasem mamy piękno tak blisko siebie, że wystarczy wyjść na krok z domu. Nasza cała Polska jest też magiczna. Dziękuję za miłe słowa i powodzenia w podróżach!

      Usuń
  4. Czyta się rewelacyjnie. Gratuluję odwagi na tak dalekie podróże :) artykuł świetny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Muszę przyznać, że byłam przerażona całą podróżą z początku. To takie odludne i bezlitosne miejsce. Szybko jednak je pokochałam i starch przemienił się w miłość.

      Usuń
  5. Świetny wpis! Czyta się tak, jakby się z Tobą rozmawiało :) przepiękne widoki i oczywiście, że możesz powiedzieć że chodziłaś po zabytkowym śniegu! Coś niesamowitego :) wczoraj akurat oglądałam program o zamrażaniu kriogenicznym więc to takie zamrażanie tylko w takiej ogrooooomnej zamrażarce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, myślę, że można tak to ująć. W końcu to na zjawiskach naturalnych ludzie się wzorują. I bardzo dziękuję za lawinę miłych słów, to niesamowicie motywuje. Fajnie jest pisać, kiedy człowiek wie, że ktoś czyta. Ale jeszcze fajniej - kiedy lubi to, co czyta :) Ściskam!

      Usuń
  6. Antarktyda zajmuje jedn z czołowych miejsc na mojej liście miejsc do odwiedzenia. Czytałam Twój opis z zapartym tchem! Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i się cieszę :) I oczywiście trzymam kciuki za Twoją wyprawę - serdecznie Ci życzę, aby Antarktyda została odhaczona na Twojej liście ;)

      Usuń

Post, który podbił serca moich czytelników! Przeczytaj:

O psie, który utknął na granicy

Mówi się, że nie tylko właściciel wybiera psa, ale także pies wybiera właściciela. Nie wiem jak było w naszym wypadku, ale z pewnością wied...