Castro - kolorowe miasto z...niekolorową historią

Jak myślicie, ile razy miasta europejskie odbudowywały się od momentu swojego powstania? Zazwyczaj po każdej wojnie tudzież najeździe. Kataklizmów żywiołowych na naszych terenach nie mamy na tyle często, aby cyklicznie odnawiać architekturę. Ameryka Południowa, to trochę inna bajka. To ziemia wulkanów i trzęsień ziemi. Dodatkowo teren chętnie podbijany niegdyś przez europejczyków. Chile rozciąga się też wzdłuż Oceanu Spokojnego, a więc narażone jest również na sztormy. Od zawsze. Zwłaszcza, jeśli chodzi o archipelagi wysp. Na jednej z nich - Chiloé - odwiedziłam tytułowe Castro. Najstarsze miasto na wyspie, które miało bardzo trudne początki i gdyby nie wytrwałość mieszkańców - nie byłoby go dzisiaj. 
Widok z wiaduktu Palafitos Gamboa, wprost na zatokę pełną "domków na wodzie"(Palafitos).
Zatoka była w trakcie odpływu.

NA POCZĄTKU BYLI... INDIANIE


Historia każdego miasta jest podobna: przybywają osadnicy - z różnorakich powodów - zaczynają budowę kościoła, ratusza, domów i rynku. Z każdym dziesięcioleciem kwitnie i rozrasta się. Znamy takie historie. Na wyspie Chiloé, od początku wszystkich początków koczowali Indianie Chono. Obecnie wyginęli, ale jak podają źródła -  zajmowali się oczywiście polowaniem na ssaki morskie, zbieraniem wodorostów i skorupiaków, myślistwem, hodowaniem jęczmienia, kóz i owiec. Budowali też łodzie, byli przewodnikami po fiordach chilijskich i mieli znakomity skill żeglarstwa. Udomowili także psa rasy fuego, którego długiej sierści używali do wyrobu tkanin - to ciekawe, tego jeszcze nie słyszałam, jak żyję. Ale ze względu na ich małą liczebność i ciągłe wędrowanie, nigdy nie założyli większej osady, która miałaby szansę się rozrosnąć.

Położenie geograficzne wyspy i miasta
Z biegiem czasu wykształciło się też plemię Mapuche (inaczej: Aurakanie, w Chile używana jest jednak pierwsza nazwa) - czyli Ludzie Ziemi. To plemię miało silny wpływ na tradycje całej wyspy oraz na sposób życia jej mieszkańców. Mapuche rozwijali się równocześnie z rozwojem miast. Rzeczywiście byli po prostu Ludźmi Ziemi; nigdy nie dali się okiełznać tamtejszym - hiszpańskim - władzom. Dzięki nim wyspa Chiloé poznała smak ziemniaka. Mapuche wciąż istnieją, stanowią większą część społeczeństwa południowej części Chile.
Fot. Biblioteca National de Chile, www.memoriachilena.cl.
Zdjęcie przedstawia rodzinę z plemienia Mapuche, 1890 rok.

ALE CO Z TYM MIASTEM?


Jak niestety można się domyślić, ciężko założyć miasto z wujkiem, siostrą babci, kuzynem żony i szalonym czarodziejem kaznodzieją, mając za cały swój dobytek skórzany namiot i dywan z sierści psa. No tak, jeszcze zwierzęta. Ale statystyki nie podają, w jakich ilościach je hodowali - zapewne jednak było ich więcej, niż członków plemienia. A czarodziej sam całego miasta nie wyczaruje. Nie żeby nie potrafił, ale po co? Osiedlanie się, po prostu nie było ich filozofią życia. To piękne w swojej istocie. Zawsze chciałam być Pocahontas.
Droga prowadząca od samego portu w górę. To był długi spacer...
Dlatego pierwsze miasto - Castro - założono dopiero w 1567 roku, w wyniku hiszpańskich wypraw zbrojnych; i mianowano je administracyjną stolicą wyspy. Długo jednak walczono o rozkwit. Dlaczego? Zaledwie 8 lat później zniszczyło je doszczętnie trzęsienie ziemi. Kolejne 25 lat później, napadł na miasto holenderski korsarz, wybił większość ludności i spalił doszczętnie budynki. Następne 43 lata później, miał miejsce drugi napad, plądrowanie, mordy i ponowne spalenie. W międzyczasie sztormy, powodzie, trzęsienia ziemi.... I tak, aż do początku XX wieku miasto było nieustannie odbudowywane. W części lub nawet w całości. Zwłaszcza jeśli chodzi o trzęsienia ziemi w latach: 1832, 1837, 1857, 1885 i kolejnych. A po drodze inne katastrofy jak ogromne pożary. Historyczny pożar miał miejsce w 1936 roku i pochłonął miasto.
Tak wyglądał rynek przy kościele po największym pożarze w 1936 roku, którym spłonęła cały obszar centralnej części miasta Fot. Museo de Sitio Castillo de Niebla
To straszne tak cofać się i cofać. Przeżywać nieustannie początek. Niczym Dzień Świstaka. 

Poniżej zdjęcia po kolejnym trzęsieniu ziemi z 1960 roku (z archiwum Museo de Sitio Castillo de Niebla):


I choć wcześniejszych zdjęć nie ma, ponieważ aparat nie istniał od zawsze, to można się domyślić, że po każdym silnym trzęsieniu ziemi miasto wyglądało podobnie.

JAKIE BYŁY TEGO SKUTKI?


Miasto odwiedził nawet mój idol w dziedzinie przyrody - Charles Darwin. Był rok 1834, czyli prawie 300 lat po założeniu miasta. Darwin był w trakcie swojej podróży i sporządzał zapiski, wydane później pod tytułem "The voyage of the Beagle". W angielskiej wersji książki dokopałam się do fragmentu opisującego miasto i jego mieszkańców:

30 listopada. O niedzielnym poranku dotarliśmy do Castro, starożytnej stolicy Chiloe, ale teraz najbardziej opuszczonego i opustoszałego miejsca. Zwykłe układy czworokątne miast hiszpańskich można było dostrzec, ale ulice i plac pokryto drobną zieloną darnią, na której przechadzały się owce. Kościół, który stoi pośrodku, jest w całości zbudowany z desek i ma malowniczy i czcigodny wygląd. Ubóstwo tego miejsca można wyobrazić sobie z faktu, że chociaż zawiera on setki mieszkańców, żaden z nas nie był w stanie kupić ani funta cukru, ani zwykłego noża. Żadna osoba nie posiadała zegarka ani zegara; staruszek, który miał mieć dobre pojęcie czasu, został zatrudniony, by uderzyć w dzwon kościelny przez swoje domysły. Przybycie naszych łodzi było rzadkim wydarzeniem w tym spokojnym, emerytowanym zakątku świata; i prawie wszyscy mieszkańcy zeszli na plażę, żeby zobaczyć, jak rozbijamy nasze namioty. Byli bardzo uprzejmi i zaoferowali nam dom; a jeden człowiek przysłał nam beczkę z cydrem jabłkowym, jako prezent. Po południu złożyliśmy pozdrowienia gubernatorowi - spokojnemu staruszkowi, który w swoim wyglądzie i sposobie życia, niewiele ustępował angielskiemu wieśniakowi.
- "The voyage of the Beagle", Rozdział 13, Charles Darwin 
Ilustracja z książki z zapiskami Darwina. Kościół w Castro.
Czy gdyby rozwój miasta był niczym nieprzerwany, to czy po 300 latach Castro wyglądałoby inaczej na dzień, w którym odwiedził je Darwin? Bez wątpienia. I teraz też mogłoby wyglądać inaczej. Ubóstwo miasta było niegdyś przerażające. Czego jednak spodziewać się po ciągłych grabieżach, spaleniach, mordach i trzęsieniach ziemi? Każdy pieniądz służył na cel odbudowy. Dach nad głową był ważniejszy, niż zegarek. Po co im zresztą czas był? Żeby łatwiej odliczać go do następnego dramatu...?
Mimo wszystko podarowali Darwinowi, co mogli, co mieli -  szczodrzy i hojni wobec gości na wyspie. A niewiele mieli przecież.

W efekcie, na chwilę obecną miasto ma 40 tysięcy mieszkańców. Dużo, mało? Dla mnie bez znaczenia. Biorąc jednak pod uwagę historię, zdumiewa mnie fakt, że to miasto w ogóle istnieje. Że nigdy jego mieszkańcy się nie poddali i nie zdecydowali opuścić wyspy, aby zacząć od nowa gdzie indziej; zamiast wciąż i wciąż w tym samym miejscu. Ile razy można stawiać ten sam ratusz, czy szkołę? Ile razy można budować swój dom? Ale dzięki ludzkiej wytrwałości, Castro jest trzecim miastem w całym kraju, które jest nieprzerwanie zamieszkałe od początku swojego istnienia, aż do dziś. Oznacza to, że wielu innych ludzi, w wielu innych miejscach nie przetrwało...

Widok na port, zdjęcie wykonane przez Gilberto Provoste w 1936 roku.
Fotografia pochodzi z zasobów muzeum Castillo de Niebla
Ten sam widok 2017

WIELOFUNKCYJNY RYNEK

Centralnym punktem miasta jest Plaza de Armas, czyli w najprostszym rozumieniu - rynek. Zaprojektowany na styl szachownicy, tak, aby nie niszczyć zieleni i wykorzystać ją jako część krajobrazu miasta. To była oczywiście pierwotna wizja i założenie, które nie brało pod uwagę najazdów, pożarów i trzęsień ziemi. Na kartach historii miasta, zapisały się niestety też i takie obrazki:
Po klęskach żywiołowych, odbudowa zieleni zajmuje trochę czasu...
Fot. Museo de Sitio Castillo de Niebla
Rynek oczywiście spełniał swoje funkcje. Jakże kontrastujące ze sobą: handel, fiesty, procesje kościelne, przemarsze armii, poranna gimnastyka przy fontannie i... egzekucje. Tutaj nie różnił się niczym od tych europejskich. Być może dlatego, że cały początek miastu dali Hiszpanie.

"SPÓJRZ! KOŚCIÓŁ Z KARTONU!"

Najstarszy kościół w Castro - Iglesias San Francisco (czyli Kościół Św. Franciszka), usytuowany na rynku, to budynek, którego po prostu nie da się nie zauważyć. Głównie ze względu na jego kolor - zupełnie normalny dla mieszkańców, którzy nie widzą nic nadzwyczajnego w tym, że fasada jest żółto-fioletowa, z czerwonymi i białymi elementami. Wszak ich kultura jest bardzo kolorowa, nawet w kwestii architektury. Obcokrajowców jednak wprawia taki widok w zdumienie. Lecz nie tylko barwa tego kościoła jest wyjątkowa. Bardziej zaintrygowało mnie tworzywo, jakim jest okryty. Nawet na zdjęciu można dostrzec, że sprawia wrażenie "kartonowego". Mimo, iż konstrukcja i wnętrze są drewniane, okryto kościół ocynkowanymi żelaznymi arkuszami (tak, chyba najprościej to wyjaśnić), aby chronić go przed warunkami atmosferycznymi, a głównie - przed powodziami. Wielokrotnie był rekonstruowany, a ostatni raz w 1911 roku, kiedy miasto zaatakował sztorm. Mieszkańcy jednak w ciągu roku odbudowali całą konstrukcję, którą możemy oglądać do dziś.

Kościół Świętego Franciszka, Castro
Jest to jeden z najsławniejszych kościołów w Chile. Niegdyś istniało 70 zbudowanych w takim stylu, na chwilę obecną - w wyniku klęsk żywiołowych (i nie tylko) - zachowało się jedynie 16. W 2000 roku, wszystkie zostały wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Kościół San Francisco jest jednym z najpiękniejszych i robiących oszałamiające wrażenie na żywo. Pierwszy, najstarszy kościół w Castro.

Z CZEGO SŁYNIE CASTRO?

Cóż... Większość turystów nie ma pojęcia o koszmarnej historii tego miejsca. Ludzie podziwiają dziedzictwo i symbol miasta - żółty kościół i spacerują ku punktowi widokowemu aby zobaczyć kolorowe domki zwane Palafitos:

Dlatego też nazywa się Castro "miastem kolorowych domków na wodzie". I choć pokazałam, że historia wcale kolorowa nie była, to nadal jest to piękne miejsce. Wiem, że mogłoby być piękniejsze. Ale o jakie piękno nam właściwie chodzi? O metropolię? O beton?
Serce mi pęka, kiedy ktoś mówi: "ale zadupie". To zadupie przeżyło tyle klęsk, że nie powinno go być na mapie. A jednak dziś tryska kolorami, życzliwością i wita wszystkich z uśmiechem na twarzach mieszkańców.
Castro to niesamowite miejsce na ziemi. Tylko trzeba dać mu szansę się poznać, wejść na moment w stan mentalny Ludzi Ziemi. Miasto może ubogie w kwestii materialnej, ale z pewnością piekielnie bogate w kwestii kultury, ducha i jedności.

Dlatego w następny artykuł chcę poświęcić tej prawdziwej "kolorowej" stronie miasta i jego kulturze. Z dużą dawką kolorowych zdjęć.


________
Bibliografia:
- Publikacje uniwersyteckie Wydziału Architektury i Urbanistyki [Architektura Południowa] Universidad de Chile (Santiago), www.plazassurchile.blogspot.co.uk
- Publikacje fundacji FAICH (Fundacion Amigos de las Iglesias de Chile, tł. Fundacja Przyjaciół Kościołów w Chile), www.iglesiasdechiloe.cl
- Zasoby Biblioteki Narodowej w Chile - Memeria Chilena, www.memoriachilena.cl
- Zasoby Museo de Sitio Castillo de Niebla, www.museodeniebla.cl
- Archiwum historycznych zdjęć Chile: www.chiloeantiguo.blogspot.co.uk oraz www.fabulogia.blogspot.co.uk
- Charles Darwin, "The voyage of the Beagle", Rozdział 13
Share on Google Plus

About Caroline Flower

O samej sobie w słowach kilku? Proszę: Muzyk, dziennikarka, podróżniczka i blogerka. Z zawodu marketingowiec. Niedoszły terapeuta. Kocham czytać treści nieprzecietne, uwielbiam czarny humor i gotowanie. Nagrywam płytę, piszę książkę i wiersze. Maluję, rysuję, kolekcjonuję znaczki, pieniądze i korki od wina. Wartość i radość odnajduję w rzeczach prostych. Lubię historie ludzi i miejsc. Wierzę w duszę i jej zjawiskowość. Mam bzika na punkcie mopsów. Chcesz wiedzieć więcej? Zakładka O MNIE.

11 komentarze :

  1. Wstrząsnęła mną ta historia. Podobnie jak ta o Deception Island. Niesamowite miejsca Pani odwiedziła... To całkowicie inny świat, nieznany mi - podróżnikowi europejskiemu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Europa na swoje własne niesamowite historie i miejsca. Często nie doceniamy tego, co mamy tak blisko siebie :) Ja z kolei mogę pozazdrościć podróżnikowi europejskiemu, bo jeszcze tyle miejsc tam nie odkryłam... Pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. Aneta Wierzbicka17 kwietnia 2018 00:10

    Domki Palafitos są bardzo urocze i wielu turystów się nimi zachwyca. Niestety w większości są zamieszkiwane raczej przez biednych ludzi. A to już nie zachwyca. Wzruszająca historia. Pochłonęła mnie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Niestety bieda jest w Ameryce Południowej na porządku dziennym. To miejsce mną wstrząsnęło. Choć nie ze względu na biedę akurat. Ze względu na to, że w ogóle jest, że przetrwało to wszystko... Może i biedne ale ma "bogatych duchem" mieszkańców :) Pozdrawiam i ślę uściski!

      Usuń
  3. Uwielbiam czytać o miejscach, o których nie miałam wcześniej bladego pojęcia. Fantastyczna historia, przecztrałam z przyjemnością. Ostatnio podróżuję po ameryce Południowej i sa kolejne zaplanowane wtprawy, dlatego ten wpis, to coś własnie szczególnie interesującego dla mnie. Dzielni ludzie, oby już nic złego ich nie spotkało. Pozdrawiam i czekam na obiecany dalszy ciąg:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie Ci zazdroszczę podróży po Ameryce Płd! Ja zdecydowanie nie miałam wystarczająco dużo czasu na zwiedzenie tak jak bym tego chciała. Wiele miejsc musiałam sobie odpuścić, ze względu na czas. Ale mimo wszystko "liznęłam" sporo, nie mogę powiedzieć.
      A mieszkańcy tego miasta chyba wytrwałość mają głęboko zakorzenioną w swojej kulturze. I mam nadzieję, że tą wytrwałością "zapracowali" u Matki Natury na wolność od klęsk żywiołowych :)

      Usuń
  4. Tytuł dobrany idealnie. Faktycznie czasem żadne kolory nie zakryją rdzy

    OdpowiedzUsuń
  5. Niesamowita historia miasta. Ja również podziwiam upór mieszkańców.
    Kościół jest piękny. A Chile musi być niezwykle zróżnicowanym krajem... Próbuję sobie wyobrazić sytuację, że ja mieszkam na Południu, Moja Rodzina na Północy, a łączy nas odległość taka jak z Madrytu do Moskwy :D Odwiedziny chyba nie byłyby za częste)

    PS Jak udało się dotrzeć do zdjęć muzealnych?

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, kiedy człowiek tak sobie usiądzie zacznie analizować drobne szczegoły i zagłębi się w detale codzienności, może być pod wrażeniem. Co do zdjęć, podane są źródła na końcu artykułu. Do zdjęć muzealnych udało mi się dotrzeć poprzez archiwa internetowe muzeum w Chile. Wiele zdjęć udostępniają publicznie w ramach popularyzacji historii i kultury tego kraju.

      Usuń
  6. Piękny post z intrygującą historią! Ilustracje przyciągają wzrok. Podziwiam pracę :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Niezwykłe jest to, że lokalny patriotyzm potrafi być tak silny, miasto kolejny raz zniszczone przez żywioł i tak decyzją ludzi zostaje odbudowane. Bardzo przekonują mnie takie archiwalne obrazy miast zamknięte w fotografii, zawsze chwilę poświęcę im na refleksję. :)

    OdpowiedzUsuń

Post, który podbił serca moich czytelników! Przeczytaj:

O psie, który utknął na granicy

Mówi się, że nie tylko właściciel wybiera psa, ale także pies wybiera właściciela. Nie wiem jak było w naszym wypadku, ale z pewnością wied...