Wspinaczka na Mount Pond - najwyższy szczyt wulkanu Deception

Na Decpetion Island byłam dwukrotnie w ciągu czterech miesięcy. Dzięki temu nie tylko mogłam pozwolić sobie na krajoznawczy spacer między górami, odwiedzenie wszystkich budynków i wraków pozostałych po tamtejszej wielorybiej tragedii, ale także wspinaczkę na szczyt. Całą historię tego zjawiskowego miejsca opisałam tutaj: Deception Island - Opuszczona wioska Antarktydy, więc zapraszam do zapoznania się z horrorem, jeśli ktoś chciałby mroczny przedsmak.  
ScreenShot z video nagrywanego podczas wspinaczki na szczyt.
Za mną koryto wukanu wypełnione lodem i ziemią.
Jeśli chodzi o Mount Pond, to jest to najwyższy szczyt wulkanu Deception i sięga 542 m n.p.m. Wczłapałam się na niego podczas drugiej wizyty. Szlak może do wysokich i wyczynowych nie należy, ale do wygodnych i łatwych także. I choć z daleka człowiekowi wydaje się, że w zasadzie nie jest stromo, to już z doświadczenia wiem, że nie należy lekceważyć terenów"łatwych" na pierwszy rzut oka. Nie należę  co prawda do zawodowych ani nawet doświadczonych wspinaczy. Himalaistom mogę jedynie dawać lajki pod zdjęciami. Ale istnieją trzy zasady, które obowiązują podczas każdej wspinaczkowej podróży, bez względu na level wyzwania:  
"Zawsze jest dalej, niż wygląda.
Zawsze jest wyżej, niż wygląda.
I oczywiście zawsze jest trudniej, niż wygląda." 
Powie ktoś: "Takie tam niecałe 600 metrów spaceru!" Też byłam takim kimś. Ale to nie poobiedni spacer w parku z psem. To zbocze antarktycznego wulkanu. Zanim doszło się do podnóża szczytu, by rozpocząć trasę w górę, trzeba było przedrzeć się przez śniegową, topniejącą polanę, w której momentami zapadał się człowiek do kolan w błocie... Taki dodatkowy przed-spacer. Wysokie gumaki to podstawia! I koniecznie dopasowane rozmiarem - coby w błocie buta nie porzucić przypadkiem. I obowiązkowo wszystkie ciuchy waterproof - bo jak się nie zamoczysz nigdzie, to z pewnością się spocisz człowieku.  


Pogoda niestety nam nie sprzyjała. Jak wspominałam już w poprzednim wpisie o Decepetion Island, było ponuro i wietrznie. Moje video okazało się być finalnie bez głosu, ponieważ dzięki mroźnym wiatrom atlantyckim na pierwszym planie wydawało się, że tylko ruszam ustami... Ponadto strasznie się zgrzałam, miałam za duże buty, Philippe zapomniał rękawic... Olaboga! Mimo tego, było warto. Odjazdowy widok z górki Mount Pond wynagrodził nam wszystko...


Share on Google Plus

About Caroline Flower

O samej sobie w słowach kilku? Proszę: Muzyk, dziennikarka, podróżniczka i blogerka. Z zawodu marketingowiec. Niedoszły terapeuta. Kocham czytać treści nieprzecietne, uwielbiam czarny humor i gotowanie. Nagrywam płytę, piszę książkę i wiersze. Maluję, rysuję, kolekcjonuję znaczki, pieniądze i korki od wina. Wartość i radość odnajduję w rzeczach prostych. Lubię historie ludzi i miejsc. Wierzę w duszę i jej zjawiskowość. Mam bzika na punkcie mopsów. Chcesz wiedzieć więcej? Zakładka O MNIE.

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Post, który podbił serca moich czytelników! Przeczytaj:

O psie, który utknął na granicy

Mówi się, że nie tylko właściciel wybiera psa, ale także pies wybiera właściciela. Nie wiem jak było w naszym wypadku, ale z pewnością wied...