Moje imponderabilia

Siadam kiedyś i postanawiam zmiany. Kategorycznie zabraniając sobie żyć inercyjnie....

W starych listach babci przeczytałam kiedyś, że "nie mamy zbyt wiele czasu na to, żeby być szczęśliwym". Natomiast w moim pamiętniku zapisała mi kiedyś, że "nie można przebiec życia, nie dotykając ziemi". Skonfundowana zastanawiam się, czy w takim razie można być szczęśliwym dotykając ziemi? Nie będę tego generalizować na płaszczyźnie filozoficznej. Wolę moją - abstrakcyjną. Więc? Jedni szukają szczęścia biegnąc jak utracjusz przez życie i osmarkują chmury, nie porządkując w swojej głowie sentymentów.
Tymczasem na ziemi...


Na ziemi - inni - być może rachityczni na płaszczyźnie romantyzmu i marzycielstwa, turlają swoją kulkę gówna zwanej życiem i nie zagłębiają się wieczorami w imponderabilia swojego JA.

Jak to pogodzić? Jak turlać kulkę szczęścia po ziemi, ale z nosem w chmurach i umieć przy kawie wieczorem zajrzeć w siebie bez sentymentów, tylko z konstruktywnym wydźwiękiem?

Oczywiście, że nie wiem jak. Raz mi się udało. Ten stan trwał jakiś czas. Do dziś nie wiem, czy był to efekt względnie wysokiego poziomu mądrości życiowej, szaleństwa, choroby mózgu czy też drzemiący we mnie dotychczas geniusz albo przypadek zwykły... Sprawmy mi przyjemność i uznajmy, że to był geniusz. Szybko więc wykorzystałam sytuację, w której nastąpiło to oświecenie i dokonałam kilku zmian, kilku oczyszczeń, kilku kroków wstecz również. I wtedy - zaplanowałam to i owo.

Co będę więcej bredzić. Zmieniam ziemię, po której biegałam. Zmieniam chmury, w które wycierałam osmarkany od sentymentów nos. Jadę turlać swoją kulkę życia nad morze. I nie chodzi o to, że ziemia tam lepsza, że miękka bardziej może, że chmury bardziej soft i nie drażnią nosa....
Nie, to nie to. Po prostu w wodzie kulka życia lżejsza... ;-)



Tak więc pakujemy swoje manatki z Homerem,
 uśmiechamy się i wychodzimy naprzeciw przygodzie. 
I nie - nic nas nie zatrzyma, nic nas nie odwiedzie ;-)
Dlaczego?
Bo najgorzej jest nie dotrzymywać obietnic, które dało się samemu sobie. 

Share on Google Plus

About Caroline Flower

O samej sobie w słowach kilku? Proszę: Muzyk, dziennikarka, podróżniczka i blogerka. Z zawodu marketingowiec. Niedoszły terapeuta. Kocham czytać treści nieprzecietne, uwielbiam czarny humor i gotowanie. Nagrywam płytę, piszę książkę i wiersze. Maluję, rysuję, kolekcjonuję znaczki, pieniądze i korki od wina. Wartość i radość odnajduję w rzeczach prostych. Lubię historie ludzi i miejsc. Wierzę w duszę i jej zjawiskowość. Mam bzika na punkcie mopsów. Chcesz wiedzieć więcej? Zakładka O MNIE.